menu
pl

Tradycyjna drewniana architektura: Kielecczyzna, a Podhale AUTOR: KATARZYNA BUCZYŃSKA, 07 września 2018


Okazuje się, że nawet rozrywkowy z założenia, weekendowy wypad na wesele, gdzieś w Polskę centralną, może mieć charakter edukacyjny. Bądźcie czujni, inspiracje czają się za każdym rogiem…

Pojechaliśmy do Kasi i Romana na Kielecczyznę (K&K jeśli to czytacie, jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie i życzymy wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia). Jakaż była nasza radość, kiedy po uroczystości kościelnej podjechaliśmy pod miejsce weselne, które okazało się być miejscówą a’la oldschoolowy dworek polski, a tuż przy niej znajduje się brama wejściowa do skansenu wsi kieleckiej. Bagatela, największego skansenu w Polsce. Czy to miłość do drewna, czy też sentyment do staroci, a może oba te czynniki spowodowały, że już nazajutrz po weselu, kupowaliśmy bilety do Parku Etnograficznego w Tokarni. Pogoda iście dżdżysta. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – wycieczka dzieciaków, która zaczęła zwiedzać równo z nami, wycofała się po dwóch punktach z mapki (a punktów ponad 60). A więc my: uzbrojeni w parasol, w przemoczonych butach (to jeszcze zanim doszliśmy do kasy…), z perspektywą kilkugodzinnego zwiedzania, w skansenie niemalże na wyłączność. NIEMALŻE...
Czas start. CÓŻ TO ZA MORZE INSPIRACJI! Prawie jak na Podhalu. A może bardziej? Ciężko powiedzieć, tyle różnic i tyle podobieństw. Właśnie to nas zafascynowało najbardziej.
Przechodząc obok niewielkiej białej chałupy z 1800r. wołamy równocześnie „Patrz, prawie jak nasze!”. I faktycznie, półkoliste nadproże z ozdobnymi profilowanymi zastrzałami, tj. elementami łączącymi słup z leżącą na nim belką, istotnie przypomina podhalańskie odrzwia. Brakuje tylko wzorzysto nabijanych, struganych ozdobnych kołków, zwanych u nas „ćwiekami”.
Wchodzimy do pokaźnego spichlerza, gdzie Pani uprzejmie opowiada o jego konstrukcji i wskazując na sosrąb mówi „siestrzan”. Wymieniamy się jeszcze po jednej parze określeń tej belki o imponującym przekroju -„U nas jeszcze mówi się na nią stragarz” mówi Pani, -„A to już bardzo podobnie, bo u nas tragarz”, wtóruje jej Wisz. W obu przypadkach, umieszczano na belce napis fundacyjny i historyczną datę wybudowania obiektu. Co ciekawe natomiast, tego elementu już od dawna się tam nie stosuje, podczas gdy u nas jest wciąż aktualny.
Większość obiektów w skansenie postawiona została w konstrukcji zrębowej, często nazywanej na tabliczkach informacyjnych węgłową. Brzmi niezwykle znajomo. Z taką różnicą, że zamiast z „połówek”, budowano z „połowizn”, a wystające poza lico węgła fragmenty belek nazwano „ostatkami”. Większość z nich została dość niechlujnie zostawiona o różnych długościach, co nas zaskoczyło. Niektóre natomiast wykończone są na „rybi ogon” (inaczej „jaskółczy"). Zwrócił naszą uwagę ten pod kątem, z sześciokątnej stodoły, z roku, uwaga, 1860!
Mniej znajomo natomiast brzmi konstrukcja „sumikowo – łątkowa”. Zasada znana nam z działania słupa wiązanego w konstrukcji zrębowej, gdzie przy otworach okiennych czy drzwiowych montowane są słupy, w które wsuwane są poziome belki, tylko przełożona na całą konstrukcję obiektu. Wikipedia zalicza ją do konstrukcji szkieletowej. W narożnych słupach – „łątkach”, wbitych w podwalinę, wykonywano podłużne żłobienia, w które to wsuwano poziome belki – „sumiki”. Notabene „sumikami” nazywamy na Podhalu krótkie odcinki płazy, między słupem wiązanym, a węgłem, o które to często sprzeczamy się z cieślami.
Jest tam kilka takich obiektów, które naprawdę robią ogromne wrażenie. Jeśli nie z powodu monumentalizmu, to interesującej formy, albo ciekawego detalu.
Pierwszym takim obiektem, zupełnie innym niż pozostałe, jest imponujący spichlerz z 1684r., o przebogatej historii i intrygującym wyglądzie. Niestety mieliśmy okazję podziwiać go jedynie z zewnątrz. Może będziecie mieć więcej szczęścia, kiedy się tam wybierzecie.
Inny spichlerz zachwyca przepięknym dachem krakowskim, którego konstrukcję od podszewki mieliśmy okazję zobaczyć, dzięki uprzejmości tej samej Pani, która wskazywała nam „siestrzan”. Niestety nie było tam światła, więc jedynie komórkowa latarka pomogła nam dostrzec wielkie zastrzały tuż pod kalenicą.
Mimo przemoknięcia do suchej nitki, nie mogliśmy odmówić sobie odwiedzenia Sektoru Nadwiślańskiego”, gdyż skusił nas wiklinowy obiekt, o którym wspomniała ta sama Pani od „siestrzanu”. Obiekt okazał się być stodołą (nie, to wcale nie jest tak, że tylko budynki gospodarcze są super, to czysty przypadek) o konstrukcji ryglowej. I faktycznie przestrzeń pomiędzy belkami została wypełniona plecionką z nieokorowanej wikliny.
Dla nas, nieodmiennie fascynujące są zawsze konstrukcje typu wiatraki, młyny, czy też elektrownie wodne. Może dlatego, że rzadko mamy okazję je zobaczyć. A wiatraki to już w ogóle. I tych właśnie tam nie brakuje! Począwszy od takich typu „holender”, z obrotową „czapą”, po „koźlaki” i „paltraki” (ale w ich konstrukcję wnikać nie będę). A przy okazji tego zdjęcia, napomknę, że nie tylko same obiekty budowlane są świetnie utrzymane, ale również ich otoczenie, w tym także ogródki przy domostwach, pełne kwiatów, ogrodzone żerdziowymi płotkami. Przechadzając się po skansenie, naprawdę cofasz się w czasie.
Na koniec zdradzę nasze ulubione obiekty w skansenie. Wisza najbardziej ujął za serce Dom z Ćmielowa. Jak sam opis mówi „(…) jest jednym z najpiękniejszych pod względem architektonicznym obiektów w skansenie.” Ten sam, z którego pochodzą wspomniane już ozdobne odrzwia (podejrzewam, że właśnie dlatego go wybrał). Ja natomiast, zakochałam się w maluteńkiej Kapliczce z Dębna, z okresu międzywojennego. Chyba przez trójbocznie zamkniętą absydę i półkoliście zwieńczone okna z kolorowymi szkiełkami. Ostatecznie „małe jest piękne”.
Nie zdradzając więcej, zachęcamy do odwiedzenia tego miejsca. Spędziliśmy w Parku 4 godziny, ale wierzcie nam, gdyby nie fakt totalnego przemoczenia i perspektywa wielogodzinnego powrotu do domu, zostalibyśmy tam znacznie dłużej! Wstęp dla osoby dorosłej to koszt rzędu 14 zł i jest tego wart. A nam udało się uniknąć przeziębienia ;)

przewiń
w górę